Moi Drodzy. Zadzwonił do mnie mój kolega / nie jest hodowcą / z propozycją aby pokazując w galerii moje kurki , coś o nich napisać. Sugestię ochoczo przyjąłem i postanowiłem napisać, ale nie w stylu książkowym czy też ksero z wzorca, a po swojemu . Stąd znajdują się moje osobiste wynurzenia i praktyczne uwagi. Z góry przepraszam, za być może, proste opisy i nie „naukowe” słownictwo. Po każdym roku będę dopisywał swoje spostrzeżenia i praktyczne uwagi dotyczące hodowanych ras. Chętnie przyjmę uwagi i propozycje czytelników.
Ulubione kurki większości kobiet. Małe puchowe kuleczki, pięknie ubarwione i ciągle „gadające” ze sobą. Można je spotkać na wielu podwórkach w naszym kraju. Powszechnie przyjmuje się, że pochodzą z Japonii, choć niektórzy autorzy twierdzą, ze niekoniecznie. Hans Ringnalda, znany holenderski hodowca, twierdzi np. ,że ojczyzną tych kurek jest Tybet i Himalaje. W rankingach na najpiękniejsze kury świata / WRAZ Z SUŁTANKAMI/ zawsze zajmują czołowe miejsca. Swoją sławę zawdzięczają kilku cechom, których nie posiadają inne kury. Są to jedwabne piórka / podobne do sierści kota/ , niebieska skóra, zausznice i fioletowy grzebień. Noszą piękne czuby i bardzo często okazałe brody. Natura wyposażyła je również w tzw. łapcie a także w niebywałą żywotność co sprawia, że wszędzie jest ich pełno. Ułatwieniem w hodowli jest fakt , że nie fruwają , więc 60 cm. płotek jest dla nich wystarczającą przeszkodą. Podstawową jednak cechą tych kurek jest niespotykany u innych ras instynkt macierzyński. Proszę mi wierzyć ale jak jedwabista zacznie kwoczeć, to nie ma na nią siły. Zabierze się jej jaja to siada na ziemi i siedzi dalej, posadzi się ją na gałęzi i też siedzi jak na jajach. Doradzam wszystkim znajomym aby nie stosowali żadnych sposobów „obrzydzających” siedzenie, bo to zabiegi przynoszące olbrzymi stres kurkom i nie przynoszące pożądanych efektów. Jedwabista wodząca stadko piskląt jest w stanie walczyć o nie z dużo większym przeciwnikiem. Niektórzy autorzy twierdza, że ze względu na łapcie i krótkie nóżki , kurki te nie grzebią. Z moich doświadczeń wynika zupełnie coś innego. Stadko potrafi zryć powierzchnię ziemi zupełnie nieżle , cały czas ze sobą gadając. Moja żona nie może się nasłuchać tych kurzych rozmów. Inną zaletą jedwabistych są jaja. Po pierwsze to są one najlepsze na szarlotkę. Bezbłędnie rozpoznaję kiedy żona zastosowała jaja tych czy innych kurek. Po drugie mogą je stosować mężczyźni w zamian przepiórczych. Jest to zapisane w japońskiej „ Księdze roślin leczniczych „ - Honzysho. Sprawdzone - polecam. Na koniec o wymaganiach hodowlanych. Są bardzo odporne, także na niskie temperatury, pod warunkiem, że będą miały suche podłoże. Często moczą sobie czuby podczas pobierania wody co w warunkach zimowych jest niebezpieczne. Można wtedy zastosować odpowiedni pojemnik albo przyciąć nieco grzywki. Aktualnie hoduję jedwabiste o ubarwieniu żółtym, srebrnym, jastrzębia sto-pręgowanym, czarnym, czerwonym ,niebieskim i perłowym.
Nazywane też kurami Wielkanocnymi / ze względu na niebiesko-zielone jaja/ albo Indiańskimi / bo pochodzą od Indian chilijskich. Tę bezogonową rasę hoduję najdłużej. Zaczęło się od tego, że w prasie anglojęzycznej ukazał się artykuł, informujący, że istnieją kury znoszące jaja bez holesterolu i nazywaja się Araukany. Moje poszukiwania zakończyły się sukcesem. Zakupiłem 2 kurki i koguta / po wielkich prośbach/ od Krzysia Kubiaka. Pamiętam je doskonale bo takich egzemplarzy już więcej nie spotkałem. Mam obecnie też medalowe egzemplarze , ale szczerze mówiąc tamte były extra. Co do prawdziwości twierdzenia o tym , że jaja nie zawierają holesterolu , trudno z całą odpowiedzialnością to potwierdzić. Amerykanie w to wierzą i nawet zarejestrowali swoją Ameraukanę / z ogonem /. Należą do średnich kur. Są bardzo zaradne, trudno zaprzyjaźniają się z człowiekiem, waleczne , doskonale znoszą zimy i nie chorują. Udało się nam z Krzysiem wyhodować araukany ogoniaste z pięknymi brodami i czubem, ale jakoś nie doprowadziliśmy tematu do końca i sprawa się rypła. Szkoda bo były to już niezłe egzemplarze. Teraz hoduję jedynie bezogonowe o umaszczeniu : kuropatwianym, pszenicznym, jastrzębia tym, czarnym , niebieskim i białym. Pracuję nad kolorem brzozowym. Polecam je dla każdego jako najprostsze w utrzymaniu, no i niosące piękne kolorowe i stosunkowo duże jaja / świetna jajecznica/. Jedyny problem to taki, że doskonale fruwają i lubią przesiadywać na drzewach. Niskie płotki nie są dla nich problemem, ale wieczorem powracają do kurnika. Są waleczne i o czym już wspominałem i zaradne. Powracają do swoich zagród jak gołębie pocztowe. Poczyniłem kiedyś eksperyment wypuszczając koguta w polu, jakieś 800 m. od kurnika. Nie mogłem za nim nadążyć , tak rwał do domu….
W języku japońskim / skąd pochodzą / totenko znaczy „kogut , który śpiewa, gdy wschodzące niebo jest czerwone”. Od chwili kiedy pierwszy raz o nich usłyszałem, od razu chciałem je mieć. Nie mogłem sobie wyobrazić , że to możliwe, aby koguty tej rasy piały regularnie przez około 14 - 16 sek. Kiedy wreszcie , trzy lata temu, udało mi się je zdobyć przekonałem się, że warte były zachodu. Wyglądem przypominają feniksy. Występują jednak wyłącznie w ubarwieniu czerwonym, kury zaś kuropatwianym . Piękne pióra ogonowe dochodzą do 1 m. długości. Pióra szyjne są obfite , często pokrywają skrzydła i barki. Grzebień pojedynczy o pięciu wcięciach Skoki o barwie zielono-oliwkowej. Zausznice białe, mogą przechodzić w kremowe. Najważniejszą i charakterystyczną umiejętnością Totenko to jednak piękne i długie pianie. Jest wyjątkowym wokalistą wśród pozostałych ras. Pieje często i od wczesnej pory dnia. Mój pierwszy kogut Tosiek był znany na forum Woliery.. Często o nim pisałem, bo był wyjątkowym pod wieloma względami. Podporządkował sobie całe towarzystwo piesko-kocie i kurze. Był „dowódcą” podwórka. Rozpoznawał domowników i od nich domagał się pieszczot. Chodził z nami / także psy i koty/ na spacery do lasu. Kiedy na wakacje przyjechała do sąsiadów rodzina, Tosiek wskakiwał na graniczny duży kamień i dawał koncert piania. Oczywiście były brawa a potem bisy. Reagował na słowo Tosiek i wtedy natychmiast przybiegał . W stosunku do obcych był agresywny. Dobiegał do nóg i zawzięcie je dziobał. Pamiętam wielkie zdziwienie mojego przyjaciela Staszka Roszkowskiego, którego po wejściu na posesję zaatakował . Dodam, że Tosiek pochodził z Jego hodowli. Zażartowałem wtedy , że widocznie zapamiętał Go z nie najlepszej strony. Nie żyje od roku ale wspominany jest często, bo był rzeczywiście wyjątkowy. Piał regularnie 16 a w porywach 18 sek. Totenko to wyjątkowo przyjazne kury. Przywiązują się do opiekunów i chodzą za nimi jak pieski. Jeszcze jedna cecha o której przekonałem się sam . Są dobrymi mamkami. Jeżeli już siądzie, to zachowuje się jak jedwabista. Nie do zdjęcia. Piszę o tym ponieważ w opinii wielu hodowców niechętnie kwoczą i siadają na jajach. Może to jedynie wyjątek od tej zasady !.Są kurkami spokojnymi, choć koguty lubią „wojować”. Teraz o trudnościach. Totenko to wymagająca rasa. Najgorsze dla nich to zmiany temperatur i wilgotnośći powietrza. Jeżeli temperatura zewnętrzna przekracza 10 stopni poniżej zera podgrzewam kurnik. Całą zimę podaję ciepłą wodę i urozmaicone pożywienie / w tym warzywa, owoce i mięso/. Najgorsza dla nich pora roku to jesień. Utarło się u nas w domu takie powiedzenie, jak przeżyją pierwszą jesień to będą żyć długo i radośnie. Coś w tym jest…
Rasa przypisywana Kubie, choć ślady pochodzenia prowadzą do Filipin. Swój udział w kształtowaniu rasy mieli również Amerykanie. Rzadkie jeszcze w Europie. Jest połączeniem rasy orientalnej z europejskimi rasami użytkowymi. Kształtem nieco przypominają Sumatry. Są to kurki na swój sposób szczególne. Charakteryzują się długą linią prostą od podstawy szyi aż do końca ogona. Długa szyja / jak u Minohiki/ z dość wydatnymi piórami bocznymi . Skoki białe bez ostróg i elegancka wyniosła postawa. Waga: koguty - około 3 kg, kurki - około 2,5 kg. Jaja białe o wadze 50 g. Grzebień groszkowy średniej wielkośći, zausznice czerwone i charakterystyczne duże pomarańczowo – czerwone oczy. Koguty Cubalaya mają piękny, długi jaskółczy ogon, wspaniale ułożony i prowadzony poziomo a kurki bardzo wyróżniający rasę tzw. ogon homara. Rasa została uznana stosunkowo póżno, bo dopiero w 1935 roku a nazwa upamiętnia powstanie Republiki Kuby. Posiadają dość przyjazne usposobienie a także są dobrymi „ mamkami „. Występują w kolorze pszenicznym / płowym/ , czerwonym i czarno - białym. Ostatnio pojawiły się również niebieskie i białe. Zachodnie żródła podają, że białe mięso Cubalaya jest , obok Faweroli, najsmaczniejsze na świecie i podawane jedynie w ekskluzywnych restauracjach. Odporne na wysokie temperatury ale też nieżle / wg moich informacji / znoszą nasz klimat. Pierwszym krajem europejskim do którego trafiły Cubalaya to Niemcy a stało się to w roku 1978 . Dziś rasa ta hodowana jest dla pokazów. Jedynie w Hawanie w kilku najlepszych restauracjach można zamówić narodową potrawę z mięsa tych kurek. Ponieważ mam je jedynie kilka miesięcy , niewiele więcej mogę o nich powiedzieć. No może taką ciekawostkę. Jeżeli innym kurkom daję do jedzenia coś nowego, one bez pośpiechu ale zaczynają dziobać i „ kosztować „ nową potrawę. Kubalaya zaś oprócz pokarmu przyjmowanego jako kurczęta , innego nie wezmą. No może z małymi wyjątkami ale z wielkim moim zachodem np. wpuszczam do woliery inne moje kurki, które pokazują, że towar jest godny zjedzenia. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale zachowują się jak tresowane pieski. Bardzo lubią duże przestrzenie. Wypuszczone na ogród żerują do póżnego wieczora a przy tym to urodzone „ grzebuły. Koguty pieją głośno ale krótko. „, Czuję, że będą obok Jitokko i Tomaru moimi ulubionymi kurkami.
To piękna długoogoniasta i długo piejąca rasa. Występuje obecnie jedynie w kolorze czarnym. Prawdopodobnie kury te zostały sprowadzone do Japoni z terytorium Chin. Najogólniej można o Tomaru powiedzieć, że to kury o dużym grzebieniu, pokażnej sylwetce, pięknym ogonie i pięknym głosie. Wielu fachowców uważa , że to drugi po Totenko „ piosenkarz”, tylko o niższym głosie. Pieją ponoć około 10 – 13 sek. Obecnie nic praktycznego nie mogę o nich powiedzieć ponieważ mam je od niedawna. Może tyle, że są piękne a w słońcu ich piórka przebarwiają się na fioletowo. Wydaje się ,że charakterem i odpornością będą podobne do Totenko. Wiadomo, ze wietrzenie i czystość kurników to podstawowa zasada , ale u ras japońskich to wymóg bezwzględny.
Te , pochodzące z Kraju Kwitnącej Wiśni, kury trzeba dobrze poznać i wtedy nie ma siły aby ich nie polubić. Na pierwszy rzut oka to nieporadne , niczym nie wyróżniające się kury. No może zbójeckim wyglądem i krótkimi nóżkami / japoński pełzacz/. Trzymałem kilka sztuk przez rok nie rozmnażając ich. Chciałem zobaczyć jak radzą sobie w zimę , jak niosą jaja i jaki mają charakter. Rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Doskonale zniosły poprzednią zimę bez dogrzewania, zaprzyjaźniły się ze mną i bez wzięcia na rękę nie mogę obok nich przejść. Na hasło „ Dżido”, pędzą jak oszalałe. To najprościej mówiąc misie-przytulanki. Polubiliśmy je bardzo i w takim razie przystępuję do rozmnażania. Uważać należy jedynie na choroby górnych dróg oddechowych, ale nie jest to wyjątek wśród ras japońskich. Występują w barwach: kuropatwianym, pszenicznym, czarnym i białym. Niosą małe jajeczka o wadze 30g. Ważą : kogut ok.2,5 kg , kura około 1, 9 kg.
Pochodzą z Francji. Występują w wielu odmianach barwnych, najczęściej jednak jako czarno - miedziano szyje. Określa się je jako kury użytkowe. Dobre nioski o bardzo spokojnym charakterze. Mimo swej wagi / koguty do 4 kg, kury do 3 kg. / to bardzo żywotne i sympatyczne kury. Poruszają się jak kaczuszki kołysząc się na nogach. Wysoko nie fruwają więc zwykły płotek im wystarcza. Często słyszę, że nasz klimat im nie bardzo sprzyja. Jestem odmiennego zdania. Moje Marany całą zimę korzystają z wybiegu, paplają się w śniegu i niosą jaja. Mam dwie linie zarodowe o różnych kolorach i wychodzą mi nowe piękne kolory z przewagą niebieskich i czarnych. Świetnie się klują, a potem chowają. Ta jednak z pozoru zwykła wiejska kura , niesie fantastyczne jaja o kolorze czekoladowo – czerwonym. To jest coś , co powoduje, że kury rej rasy trzeba po prostu mieć. Denerwują mnie jedynie za to że chodzą spać do kurnika najpóżniej z „ całej klasy”. Z wieloma osobami wygrałem już zakład / najczęściej o butelkę/ , że są to jaja malowane. Nawe ksiądz dobrodziej nie bardzo chciał mi uwierzyć.
Jak podają źródła, Denizli to jedna z najstarszych ras kur na świecie. Pochodzi z Turcji. Wyglądem przypomina kurę wiejską z wysoko noszonym ogonem. Koguty mają piękny i duży pojedynczy grzebień . Największą jednak zaletą Denizli to piękny, długi , o wysokiej barwie głos. W Turcji odbywają się do dzisiaj konkursy w długości piania Denizli. Różne zródła podają, że koguty są w stanie piać do 15 sek. Z przykrością stwierdzić muszę, że moje 3 koguty nie zbliżyły się nawet do tej granicy. Pocieszam się jednak tym, że wyhodowanie koguta o długim i pięknym głosie nie jest rzeczą prostą i łatwą. Udaje się to tylko tym , które są z tzw. krzyżowania wsobnego / ojciec z córką lub matka z synem/. Wydaje mi się, że to jest jedyna rasa kur na świecie , gdzie jest wskazane bliskie pokrewieństwo. Przypuszczam więc, że sprzedano mi kury o innym kojarzeniu niż wyżej opisałem. Liczę więc na sukces w kolejnych latach. Mogę już dzisiaj powiedzieć, że kurki te maja wiele zalet. Są samodzielne, odporne na choroby i niskie temperatury i doskonale się niosą. Moje regularnie czynią to od stycznia i cały czas spacerują po ogrodzie. Mimo, że są średniej wielkośći / kura około 2 kg/ niosą duże jaja / 55 g /. Koguty są waleczne i najczęściej wygrywają toczone pojedynki . Ubarwienia różne - najczęściej czarne, brzozowe i niebieskie.