Szesnasta Podlaska. O
tej niezwykłej Wystawie
napisano już wiele,
w tym i
moja skromna osoba.
Wracam do niej
aby opowiedzieć kilka
ciekawych, moim zdaniem,
epizodów czasami nawet
zabawnych. Jeden z
moich przyjaciół , konkretnie
Staszek Jankowski, wystawiał
kilkanaście kurek a
wśród nich jedną , która
pochodziła z mojej
hodowli. Po ocenie
sędziowskiej podchodzi do
mnie i z
niewyrażną miną mówi :
Staszku, nie mniej
do mnie pretensji,
że ta kolorowa
kurka od Ciebie
otrzymała wyższą ocenę
od Twojej w
tym kolorze. Ja naprawdę
nie wpływałem na
oceny sędziów. Byłem
trochę zaskoczony, a
jednocześnie, dumny, że
z mojej skromnej
hodowli kury otrzymały
wysokie oceny. I nie
ważne czy to
ja wystawiałem czy
kolega. Ważne żeśmy
ze Staszkiem dobrze
uczcili nasz wspólny
sukces. Tam też
na własnej skórze
przekonałem się , że nie należy
bezgranicznie ufać GPS.
Po przekazaniu kurek
i licznych spotkaniach
z przyjaciółmi , bardzo
póżnym popołudniem, udaliśmy
się kilkoma samochodami
na nocleg do
Supraśla. Moja małżonka
jechała przodem /
ja z konieczności
obok /, prowadzona przez
GPS. Kiedy po
kilku kilometrach skręciliśmy
w leśną dróżkę
wydawało się to
normalne, tym bardziej,
że nikt z
nas nie znał
tych stron. Ale
kiedy dróżka robiła
się coraz węższa , z
leśnymi zastoiskami wodnymi,
zaczęło robić się
nieprzyjemnie. Ciemna noc,
nie wiemy gdzie
jesteśmy i do
tego bardzo trudny
teren. Za nami
jechał Staszek Zera
nowo zakupionym , dobrym
samochodem i
tak jak my
obijał się co
chwila o gałęzie
drzew i krzewów.
Wiedzieliśmy, co w
tym momencie, o
nas myślał. Wreszcie
po kilkunastu kilometrach
ulga. Wyjechaliśmy na
trasę, z której
uprzednio zrezygnowaliśmy. Wyobrażacie
sobie ile nerwów
nas to kosztowało ?.
Od tego czasu
oprócz GPS dodatkowo
uruchamiamy swoje szare
komórki. Pewien zabawny
epizod miał miejsce
podczas ceremonii wręczania
nagród. Prowadzący imprezę
nie jest hodowcą i
wywołując daną osobę
miał spore kłopoty
z odczytywaniem ras
kur. Wreszcie poprosił
Staszka Jankowskiego i zapytał :
w jakiej kategorii ? . Ktoś podpowiedział z sali -
w kategorii Dziadka. Nastąpiła powszechna
wesołość i pełen
luz. Trzeba wyjaśnić,
że Staszek cały
czas opiekował się
swoim , bardzo uroczym wnuczkiem.
Stąd to miłe
skojarzenie. Trzy
lata temu na
tejże Wystawie , która odbywała
się w innym
miejscu, zakwaterowany zostałem
z Jarkiem Wartaczem.
Jest to powszechnie
znany hodowca oraz sędzia. Wstałem
bardzo rano w
sobotę i udałem
się na giełdę,
która zlokalizowana była
obok obiektów wystawowych.
Po godzinnym spacerku
natrafiłem na gościa,
który oferował do
sprzedaży parę araukanów
kuropatwianych. Ale cóż
to były za
piękne ptaki. Takie
mógł mieć tylko
Krzysio Kubiak - profesor
od tej rasy.
Chciałem je kupić,
ale zabrakło mi
kasy więc poszedłem
do pokoju hotelowego.
Kiedy wróciłem z
pieniędzmi araukany już
były sprzedane. Zły
na siebie wróciłem
i widzę roześmianego
Jarka, który zaczął
mi opowiadać o
niebywałej okazji. Była
nią oczywiście transakcja
kupna araukan. Od
tamtej pory wiem,
że jeżeli wychodzę
na giełdę czy
do sklepu/ nawet
jeśli nie planuję
zakupów/ muszę mieć parę złotych
i jeżeli coś
naprawdę wpadnie w
oko, to działać
trzeba szybko i
skutecznie. Cena jest
rzeczą drugorzędną. Za
bardzo dobre egzemplarze
trzeba po prostu
dobrze zapłacić.
Często rozmawiamy o
warunkach hodowli. Kiedy
kilka lat temu
zobaczyłem na targu
w Pszczynie handlarza
, który w
maleńkiej klatce przywiózł
do sprzedaży 16
bażantów srebrzystych szlag jasny
mnie trafił. Ptaki
były tak stłoczone,
że ledwie żyły.
Z kolegą zrobiliśmy raban,
ale jak to
zwykle bywa , społeczność
giełdowa podzieliła się na dwa
obozy, co w
konsekwencji przerodziło się
w niezłą zadymę.
Dyżurny Policji uznał,
że nie jest
to sprawa dla
nich a dla
Administratora Targów i
sprawa się „rypła”.
Nie wiem jak
Was ale mnie
wkurzają tego typu
ludzie. Kupują tanio,
często chore ptaki
, przetrzymują je
w potwornych warunkach , po czym
wciskają je nieświadomym
klientom jako rasowe
i wielokrotnie wyróżniane
na wystawach. Ja co
prawda, także nie
mam super nowoczesnych
kurników , ale staram się
zapewnić moim kurkom
choć niewielkie wybiegi
i możliwość obcowania
z przyrodą. Wielką
przyjemność sprawił mi
kiedyś Staszek Roszkowski,
kiedy po wizycie
z jednym z
hodowców niemieckich napisał
na swoim blogu
taki tekst :
…….” Niedawno odwiedził mnie Josef Hausbender, młody niemiecki hodowca,
który dowiedział się, że w Polsce też są jacyś hodowcy, a nie tylko importerzy
kur. …… Z jego wizytą miałem pewien problem, bo nie wiedziałem, z jakiej strony
pokazać mu polską hodowlę. W końcu wprosiłem się na wizytę do Staszka Olbrysia.
Staszek mieszka niedaleko Ostrowi Mazowieckiej z dala od
wielkiego świata. Ma przepiękny, zadbany, pełny unikatowych roślin ogród gdzie
pośród drzew i krzewów wtopionych jest kilkanaście wolier. Staszek wołał: Mino,
Mino…a spod krzewu płożącego jałowca wyszedł piękny kogut minohiki ze swoim
haremem. Na skraju trawnika można było dostrzec dwie parki jitokko. Furorę
robił przyjaciel, traktowany na równi z członkami rodziny Tosiek – jedyny taki
i niepowtarzalny kogut totenko, który wiedział, że jest głównym aktorem i
zawsze, jak na zawołanie popisywał się prawie 18 sekundowym śpiewem. … To
jest właśnie to. Cała kwintesencja hodowli”… Stasio
trochę przesadził w
opisie naszego ogrodu. Widziałem
wiele piękniejszych i lepiej
zaprojektowanych. Myślę ,
że Staszek na
swojej nowej posesji
stworzy coś naprawdę
niepowtarzalnego z odmianami
drzew i krzewów ,
jakie się „ fizjologom „ nie
śniły. Znam Go
i wiem , że tak się
naprawdę stanie. Z innej
beczki. Każdy z
nas
miał zapewne okazję
spotkać ludzi zaliczanych
do grupy „ chwalipięta”. Ludzi,
którzy wszystko wiedzą, wszystko mają , na
wszystkim się znają
i wiecznie włączają
się do dyskusji . Pewnego
razu na rynku
w Ostrowi spotkałem
grupę ludzi żywo zajętych
rozmową. Okazało
się, że jeden
gość sprzedawał rasowe
kury, co miał
napisane na dwóch
dużych kartonach. Podszedłem
bliżej i co
widzę. Kilka kurek
w małym stopniu
przypominających jedwabiste i tyleż podobnych
do małych kochinek. Nigdy w
życiu tak się
nie uśmiałem jak
wtedy. Facet gadał
jak najęty, skąd
pochodzą te kury,
jakie niosą jaja,
z jakich sławnych
hodowli zostały sprowadzone
i na jakich
wystawach zdobywały medale.
Pomieszanie z poplątaniem.
Ludzie słuchali z
zaciekawieniem, czyli spektakl
na sto fajerek.
Oczywiście dla dodania
sobie prestiżu poinformował
wszystkich, że przyjechał z
Warszawy… i zna wielu
dobrych hodowców. Rzucał
nazwiskami i jedno
nawet się zgadzało,
tyle tylko, że
ten znany i
szanowany człowiek ani
jedwabistych ani Kochinów nie
hoduje….. Zdarzają się
też ludzie, którzy
na punkcie miłości
do kurek stracili
głowę. Oto przykład. Kiedyś na wystawie w
Broniszach stanąłem w
kolejce po poidełko
dla kurczaków. Zrobiła
się mała kolejka
za sprawą pewnej
Pani, która chciała
coś kupić dla
swoich ukochanych kurek,
co zresztą ciągle
powtarzała. Sprzedający starał się jak mógł doradzić kobiecie,
ale Ona ciągle
wymyślała nowe kwestie
i opowiadała o tych
, okazało się,
że trzech, swoich kurkach. Po
bardzo długich rozmowach, zniecierpliwiony facet zapytał ;
a czy podawała
Pani swoim kurkom
sok czosnkowy ? . Absolutnie.
Przecież nie mogła
bym ich po
tym przytulać. Czy
rozmawiał Pan kiedyś
z osobą, która
spożywała surową cebulę ?.
Kolejka może zbyt
głośno zareagowała śmiechem
i speszona dama odeszła. Kiedy
opowiedziałem żonie to
zdarzenie, ona zamiast
się roześmiać powiedziała ;
a cóż w
tym śmiesznego, że
ludzie kochają swoje
zwierzątka ?. Może trochę
przesadziła z tym
czosnkiem ale takiej
postawy nie należy
ośmieszać. Kolejna
sprawa. W
bieżącym , kończącym
się roku przeprowadziłem swoiste
badanie uczciwości .
Ludzie zamawiający u
mnie kurki nie
wpłacali żadnych zaliczek
ani nie uiszczali pieniędzy
przy odbiorze. Z
przepisów pocztowych wynika
bowiem, że jeżeli
nadawca pokryje koszty
przesyłki / odbiorca
zaś po odebraniu
paczki wpłaci umówioną
kwotę na konto np. poprzez
Internet / oszczędza się
na opłatach około
15 zł. Tak
też robiłem. Niestety
podobnego działania w nowym roku
już nie podejmę.
Pewnie domyślacie się
dlaczego ?. Zdarzyło mi się
po prostu trafić
na kilku nieuczciwych
ludzi. Zresztą wydatnie ograniczam
hodowlę więc niedługo
tego typu problemu
nie będzie. Ale zdarzają
się też bardzo
miłe niekiedy wręcz
zaskakująco sympatyczne sytuacje. Kiedyś
Pan Jozef K.
z Krakowa zamówił kilka
kurek i od
tego momentu zaczęliśmy
często rozmawiać. Na
różne tematy. Po
pół roku przyznał ,
że stracił ich część
/
nie pamiętam w
jakich okolicznościach /.
Natychmiast
wysłałem nowe kurki
z zastrzeżeniem, że
jest to przesyłka
gratisowa. Po krótkim
czasie otrzymałem karteczki
z informacją, że
tego i tego
dnia o odpowiednich
godzinach w Kościele
x odbędą
się msze św. za
moje
i moich najbliższych zdrowie.
Powtórzyło się to
samo w br.
Wspaniały człowiek i
przyjaciel. Utrzymujemy bardzo
bliskie niemal rodzinne
stosunki. Drugi bardzo
szczególny przypadek miałem
pod koniec października tego
roku. Mój kolega
z zagranicy prosił
mnie o rozeznanie
w Polsce kurek
chabo. Chodziło o pewien
kolor,
bardzo zresztą rzadki
w Europie. Zadzwoniłem
do mojego śląskiego
kolegi Lutka O.
o pomoc w
tej sprawie. Po
kilku dniach oddzwonił z
informacją, że jest
u nas hodowca,
który może takie
kurki mieć. Oczywiście
moja rozmowa z
Piotrem P. z
Błonia i potwierdzenie, iż
takie egzemplarze posiada.
Ustaliliśmy cenę i
ilość / 6-7 szt / oraz
formę odbioru. Ponieważ
w tym czasie
przebywałem w szpitalu
poprosiłem kolegę aby
pojechał i je odebrał. Póżnym
popołudniem otrzymuję wiadomość,
że kurki w
ilośći 12 szt. są już
u mnie w
zagrodzie. Hodowca prosił
aby klatkę w
której przyjechały oddać
w stosownym czasie
- powiedział mój kolega. Pieniędzy
nie chciał przyjąć,
dodał. Kompletnie mnie zamurowało.
Jak to nie
chciał ?. Wszystko przecież
uzgodniliśmy !. Szybki telefon
do p. Piotra ,
dłuższa rozmowa ale
pozostało jak chciał.
Może kiedyś ja
będę czegoś potrzebował
to się zgłoszę,
powiedział na zakończenie.
Po tej rozmowie
często dzwonię i namawiam
Go na hodowanie
nowych ras. Myślę, że
niedługo się złamie
i będę mógł
się zrewanżować. Najbardziej
na tym skorzystał
mój zagraniczny kolega .
Ja nie zapłaciłem,
więc również nie
mogłem od niego
wziąć pieniędzy. Teraz z
kolei On mailuje
do mnie i
namawia na nową
rasę, ale póki
co pozostaję nieugięty.
Bardzo sympatyczne, prawda ? .
Acha, wczoraj dowiedziałem
się , że Lutek
Ozga z Kończyc
ma niepłodnego białego
Araukana. Godzinę
temu wysłałem mu
swojego . Pewnie jurto
mocno się zdziwi
jak zapuka listonosz
z paczką „ ZYWE
ZWIERZĘTA „. I na koniec
ogólnie o coraz
częstszych zachowaniach moich
rodaków. Dawno
temu pewien mój
kolega zwykł mawiać
- Jak Kuba
Bogu tak BÓG
socjalistycznej Kubie. Fajne
, nie ? . Nie odnosi
się to do
opisywanych przypadków , ale
powiedzonko jest ok. Dedykuję je
tym wszystkim, którzy
nic z siebie
nie dając , żądają
wszystkiego od innych. Bezpardonowo
krytykują i tylko
siebie uznają za jedyne autorytety.
O ile pamiętam w psychologii zarządzania taka postawa określana jest jako skłonność do przekory.Zbliża się Nowy
Rok, jest więc
dobra pora na
osobiste i głębokie
retrospekcje.
I tym reżimowym
akcentem kończę te „ opowieści
dziwnej treści „ . Pozdrawiam
i życzę samych
dobrych dni w
nowym roku.