Strona główna
O mnie
Przegląd ras
Opowieści dziwnej treści
Kurze pogawędki
Jakie jaja?
NOWA GALERIA
Stara galeria
Nasz Ogród
PODSUMOWANIE ROKU
ZAMÓWIENIA NA MŁODE
Księga gości
Kontakt
   
 



  Szesnasta    Podlaska.  O  tej  niezwykłej  Wystawie  napisano  już  wiele,  w  tym  i  moja  skromna  osoba.  Wracam  do  niej  aby  opowiedzieć   kilka  ciekawych,  moim  zdaniem,  epizodów  czasami  nawet  zabawnych.   Jeden  z  moich   przyjaciół  , konkretnie  Staszek  Jankowski,   wystawiał  kilkanaście  kurek  a  wśród  nich  jedną  ,  która  pochodziła  z  mojej  hodowli.  Po  ocenie  sędziowskiej  podchodzi  do  mnie  i  z  niewyrażną  miną   mówi :  Staszku,  nie  mniej  do  mnie  pretensji,  że  ta  kolorowa  kurka  od  Ciebie  otrzymała  wyższą  ocenę  od  Twojej  w  tym  kolorze. Ja  naprawdę  nie  wpływałem  na  oceny  sędziów.  Byłem  trochę  zaskoczony,    a  jednocześnie,  dumny,  że  z  mojej  skromnej  hodowli  kury  otrzymały  wysokie  oceny. I   nie  ważne  czy  to  ja  wystawiałem  czy  kolega.   Ważne  żeśmy  ze  Staszkiem  dobrze  uczcili  nasz  wspólny  sukces.   Tam  też  na  własnej  skórze  przekonałem  się ,  że  nie  należy  bezgranicznie  ufać  GPS.  Po  przekazaniu  kurek   i  licznych  spotkaniach  z  przyjaciółmi ,  bardzo  póżnym  popołudniem,   udaliśmy  się  kilkoma  samochodami  na  nocleg   do  Supraśla.  Moja  małżonka  jechała  przodem  /  ja  z  konieczności  obok /,   prowadzona  przez  GPS.  Kiedy  po  kilku  kilometrach  skręciliśmy  w  leśną  dróżkę  wydawało  się  to  normalne,  tym  bardziej,  że  nikt  z  nas  nie  znał  tych  stron.  Ale  kiedy  dróżka  robiła  się  coraz   węższa , z  leśnymi  zastoiskami  wodnymi,  zaczęło  robić  się  nieprzyjemnie.  Ciemna  noc,  nie  wiemy  gdzie  jesteśmy  i  do  tego  bardzo  trudny   teren.  Za  nami  jechał  Staszek  Zera  nowo  zakupionym ,  dobrym   samochodem  i  tak  jak  my  obijał  się  co  chwila  o  gałęzie  drzew  i  krzewów.  Wiedzieliśmy,  co  w  tym  momencie,  o  nas  myślał.  Wreszcie  po  kilkunastu  kilometrach  ulga.  Wyjechaliśmy  na  trasę,  z  której  uprzednio  zrezygnowaliśmy.  Wyobrażacie  sobie  ile  nerwów  nas  to  kosztowało ?.  Od  tego  czasu  oprócz  GPS  dodatkowo  uruchamiamy  swoje   szare  komórki.    Pewien  zabawny  epizod  miał  miejsce  podczas  ceremonii  wręczania  nagród.  Prowadzący  imprezę  nie  jest  hodowcą  i  wywołując  daną  osobę  miał  spore  kłopoty  z  odczytywaniem  ras  kur.  Wreszcie  poprosił  Staszka  Jankowskiego i  zapytał :  w  jakiej  kategorii ? . Ktoś  podpowiedział  z   sali -  w  kategorii  Dziadka. Nastąpiła  powszechna  wesołość  i  pełen  luz.    Trzeba  wyjaśnić,  że  Staszek  cały  czas  opiekował  się  swoim , bardzo  uroczym  wnuczkiem.  Stąd  to  miłe  skojarzenie.     Trzy  lata  temu  na  tejże  Wystawie , która  odbywała  się  w  innym  miejscu,  zakwaterowany  zostałem  z  Jarkiem  Wartaczem.  Jest  to  powszechnie  znany  hodowca  oraz  sędzia.    Wstałem  bardzo  rano   w  sobotę  i  udałem  się  na  giełdę,  która  zlokalizowana  była  obok  obiektów  wystawowych.  Po  godzinnym  spacerku  natrafiłem  na  gościa,  który  oferował  do  sprzedaży  parę  araukanów   kuropatwianych.  Ale  cóż  to  były  za  piękne  ptaki.  Takie  mógł   mieć  tylko  Krzysio  Kubiak -  profesor  od  tej  rasy.  Chciałem  je  kupić,  ale  zabrakło  mi  kasy  więc  poszedłem  do  pokoju  hotelowego.   Kiedy  wróciłem  z  pieniędzmi  araukany  już  były  sprzedane.  Zły  na  siebie  wróciłem  i  widzę  roześmianego  Jarka,  który  zaczął  mi  opowiadać  o   niebywałej  okazji.  Była  nią  oczywiście  transakcja  kupna   araukan.   Od  tamtej  pory  wiem,  że  jeżeli  wychodzę  na  giełdę  czy  do  sklepu/  nawet  jeśli  nie  planuję  zakupów/  muszę  mieć  parę  złotych  i  jeżeli  coś  naprawdę   wpadnie  w  oko,  to  działać  trzeba  szybko  i  skutecznie.  Cena  jest  rzeczą  drugorzędną.  Za  bardzo  dobre  egzemplarze  trzeba  po  prostu  dobrze  zapłacić.               Często  rozmawiamy  o  warunkach  hodowli.   Kiedy    kilka  lat  temu  zobaczyłem  na  targu  w  Pszczynie  handlarza  ,  który  w  maleńkiej  klatce  przywiózł  do  sprzedaży  16  bażantów srebrzystych   szlag  jasny  mnie  trafił.  Ptaki  były  tak  stłoczone,  że  ledwie   żyły.  Z  kolegą  zrobiliśmy   raban,  ale  jak  to  zwykle  bywa ,  społeczność  giełdowa  podzieliła  się  na  dwa  obozy,  co  w  konsekwencji  przerodziło  się  w  niezłą  zadymę.  Dyżurny  Policji  uznał,  że  nie  jest  to  sprawa  dla  nich  a  dla  Administratora  Targów   i  sprawa  się  „rypła”.   Nie  wiem  jak  Was  ale  mnie  wkurzają  tego  typu  ludzie.   Kupują   tanio,  często  chore  ptaki  ,  przetrzymują  je  w  potwornych  warunkach , po  czym  wciskają  je  nieświadomym  klientom  jako  rasowe  i  wielokrotnie  wyróżniane  na  wystawach. Ja  co  prawda,  także  nie  mam  super  nowoczesnych  kurników , ale  staram  się   zapewnić  moim  kurkom  choć  niewielkie  wybiegi  i  możliwość  obcowania  z  przyrodą.  Wielką  przyjemność  sprawił  mi  kiedyś   Staszek  Roszkowski,  kiedy  po  wizycie  z  jednym  z  hodowców  niemieckich  napisał  na  swoim  blogu  taki  tekst  :   …….”  Niedawno odwiedził mnie Josef Hausbender, młody niemiecki hodowca, który dowiedział się, że w Polsce też są jacyś hodowcy, a nie tylko importerzy kur. …… Z jego wizytą miałem pewien problem, bo nie wiedziałem, z jakiej strony pokazać mu polską hodowlę. W końcu wprosiłem się na wizytę do Staszka Olbrysia.     Staszek mieszka niedaleko Ostrowi Mazowieckiej z dala od wielkiego świata. Ma przepiękny, zadbany, pełny unikatowych roślin ogród gdzie pośród drzew i krzewów wtopionych jest kilkanaście wolier. Staszek wołał: Mino, Mino…a spod krzewu płożącego jałowca wyszedł piękny kogut minohiki ze swoim haremem. Na skraju trawnika można było dostrzec dwie parki jitokko. Furorę robił przyjaciel, traktowany na równi z członkami rodziny Tosiek – jedyny taki i niepowtarzalny kogut totenko, który wiedział, że jest głównym aktorem i zawsze, jak na zawołanie popisywał się prawie 18 sekundowym śpiewem. … To jest właśnie to. Cała kwintesencja hodowli”…   Stasio  trochę   przesadził  w  opisie naszego  ogrodu.  Widziałem  wiele  piękniejszych i  lepiej  zaprojektowanych.  Myślę  ,  że  Staszek  na  swojej  nowej  posesji  stworzy  coś  naprawdę  niepowtarzalnego  z  odmianami  drzew  i  krzewów ,  jakie  się  „ fizjologom „  nie  śniły.  Znam  Go  i  wiem ,  że  tak  się  naprawdę  stanie. Z  innej  beczki.    Każdy  z  nas  miał  zapewne  okazję  spotkać  ludzi  zaliczanych  do  grupy  „ chwalipięta”.  Ludzi,  którzy  wszystko  wiedzą, wszystko  mają ,  na  wszystkim  się  znają  i  wiecznie  włączają  się  do  dyskusji .  Pewnego  razu  na  rynku  w  Ostrowi  spotkałem  grupę  ludzi  żywo  zajętych   rozmową.   Okazało  się,  że  jeden  gość  sprzedawał  rasowe  kury,  co  miał  napisane  na  dwóch  dużych  kartonach.  Podszedłem  bliżej  i  co  widzę.  Kilka  kurek   w  małym  stopniu  przypominających  jedwabiste  i  tyleż  podobnych  do  małych  kochinek. Nigdy  w  życiu  tak  się  nie  uśmiałem   jak  wtedy.  Facet  gadał  jak  najęty,  skąd  pochodzą  te  kury,  jakie  niosą  jaja,  z  jakich  sławnych  hodowli  zostały  sprowadzone  i  na  jakich  wystawach  zdobywały  medale.  Pomieszanie  z  poplątaniem.  Ludzie   słuchali  z  zaciekawieniem,  czyli  spektakl  na  sto  fajerek.  Oczywiście  dla  dodania   sobie  prestiżu  poinformował  wszystkich,  że  przyjechał z  Warszawy… i  zna   wielu  dobrych  hodowców.  Rzucał  nazwiskami  i  jedno  nawet  się  zgadzało,  tyle  tylko,  że  ten  znany  i  szanowany  człowiek  ani  jedwabistych  ani  Kochinów  nie  hoduje…..  Zdarzają  się  też  ludzie,  którzy  na  punkcie  miłości  do  kurek  stracili  głowę.  Oto  przykład.    Kiedyś   na  wystawie  w  Broniszach  stanąłem  w  kolejce   po  poidełko  dla  kurczaków.  Zrobiła  się  mała  kolejka  za  sprawą  pewnej  Pani,  która  chciała  coś  kupić  dla  swoich  ukochanych  kurek,  co  zresztą  ciągle  powtarzała. Sprzedający  starał  się  jak  mógł   doradzić  kobiecie,  ale   Ona  ciągle  wymyślała  nowe  kwestie  i  opowiadała  o  tych ,  okazało  się,  że  trzech, swoich kurkach.  Po  bardzo  długich  rozmowach, zniecierpliwiony  facet  zapytał ;  a  czy  podawała  Pani  swoim  kurkom   sok  czosnkowy ? .  Absolutnie.  Przecież  nie  mogła  bym  ich  po  tym  przytulać.  Czy   rozmawiał  Pan    kiedyś  z  osobą,  która  spożywała  surową  cebulę ?.  Kolejka  może  zbyt  głośno  zareagowała  śmiechem  i  speszona  dama  odeszła.  Kiedy  opowiedziałem  żonie  to  zdarzenie,  ona  zamiast  się  roześmiać  powiedziała ;  a  cóż  w  tym  śmiesznego,  że  ludzie  kochają  swoje  zwierzątka ?.  Może  trochę  przesadziła  z  tym  czosnkiem  ale  takiej  postawy  nie  należy  ośmieszać.    Kolejna  sprawa.    W  bieżącym  ,  kończącym  się  roku  przeprowadziłem  swoiste  badanie  uczciwości  .  Ludzie  zamawiający  u  mnie  kurki  nie  wpłacali  żadnych  zaliczek  ani nie  uiszczali  pieniędzy  przy  odbiorze.  Z  przepisów  pocztowych  wynika  bowiem,  że  jeżeli  nadawca  pokryje  koszty  przesyłki  /  odbiorca  zaś  po  odebraniu  paczki   wpłaci  umówioną  kwotę  na  konto  np.  poprzez  Internet /  oszczędza  się  na  opłatach  około  15  zł.  Tak  też  robiłem.  Niestety  podobnego  działania  w  nowym  roku  już  nie  podejmę.  Pewnie  domyślacie  się  dlaczego ?.  Zdarzyło  mi  się po  prostu  trafić  na  kilku  nieuczciwych  ludzi. Zresztą  wydatnie  ograniczam  hodowlę  więc  niedługo  tego  typu  problemu  nie  będzie. Ale  zdarzają  się  też  bardzo  miłe  niekiedy  wręcz  zaskakująco  sympatyczne  sytuacje.  Kiedyś   Pan  Jozef   K.  z  Krakowa   zamówił   kilka  kurek  i  od  tego  momentu  zaczęliśmy  często  rozmawiać.  Na  różne  tematy.  Po  pół  roku  przyznał ,  że  stracił  ich  część  /  nie  pamiętam  w  jakich  okolicznościach /. Natychmiast  wysłałem  nowe  kurki  z  zastrzeżeniem,  że  jest  to  przesyłka  gratisowa.  Po  krótkim  czasie   otrzymałem  karteczki  z  informacją,  że  tego  i  tego  dnia  o  odpowiednich  godzinach  w  Kościele    x   odbędą  się  msze  św.  za  moje  i  moich  najbliższych   zdrowie.  Powtórzyło  się  to  samo  w  br.   Wspaniały  człowiek  i  przyjaciel.  Utrzymujemy  bardzo  bliskie  niemal  rodzinne  stosunki.   Drugi  bardzo  szczególny  przypadek  miałem  pod  koniec  października  tego  roku.  Mój  kolega  z  zagranicy  prosił  mnie  o  rozeznanie  w  Polsce  kurek  chabo.  Chodziło  o  pewien  kolor,  bardzo  zresztą   rzadki  w  Europie.  Zadzwoniłem  do  mojego  śląskiego  kolegi  Lutka  O.  o  pomoc  w  tej  sprawie.  Po  kilku  dniach  oddzwonił  z  informacją,  że  jest  u  nas  hodowca,  który  może  takie  kurki  mieć.  Oczywiście  moja  rozmowa  z  Piotrem  P.  z  Błonia  i  potwierdzenie,  iż   takie  egzemplarze  posiada.  Ustaliliśmy  cenę  i  ilość  / 6-7 szt /  oraz  formę  odbioru.   Ponieważ  w  tym  czasie  przebywałem  w  szpitalu  poprosiłem  kolegę   aby  pojechał  i  je  odebrał.  Póżnym  popołudniem  otrzymuję  wiadomość,  że  kurki  w  ilośći  12  szt. są  już  u  mnie  w  zagrodzie.  Hodowca  prosił  aby  klatkę  w  której  przyjechały  oddać  w  stosownym  czasie  -  powiedział  mój  kolega.  Pieniędzy  nie  chciał  przyjąć,  dodał.  Kompletnie  mnie  zamurowało.  Jak  to  nie  chciał ?.  Wszystko  przecież  uzgodniliśmy !.  Szybki  telefon  do  p.  Piotra ,  dłuższa  rozmowa  ale  pozostało  jak  chciał.  Może  kiedyś  ja  będę  czegoś  potrzebował  to  się  zgłoszę,  powiedział  na  zakończenie.   Po  tej  rozmowie  często  dzwonię  i   namawiam  Go  na  hodowanie  nowych  ras. Myślę,  że  niedługo  się  złamie  i  będę  mógł  się  zrewanżować.  Najbardziej  na  tym  skorzystał  mój  zagraniczny  kolega .  Ja  nie  zapłaciłem,  więc  również  nie  mogłem  od  niego  wziąć  pieniędzy. Teraz  z  kolei  On  mailuje  do  mnie  i  namawia  na  nową  rasę,  ale  póki  co  pozostaję  nieugięty.  Bardzo  sympatyczne,  prawda ? .   Acha,  wczoraj  dowiedziałem  się ,  że  Lutek  Ozga  z  Kończyc  ma  niepłodnego  białego  Araukana.   Godzinę  temu  wysłałem  mu  swojego .  Pewnie  jurto  mocno  się  zdziwi  jak  zapuka  listonosz  z  paczką  „ ZYWE   ZWIERZĘTA „. I  na  koniec  ogólnie  o  coraz  częstszych  zachowaniach     moich  rodaków.   Dawno  temu   pewien  mój  kolega  zwykł  mawiać   -  Jak  Kuba  Bogu  tak  BÓG  socjalistycznej  Kubie. Fajne ,  nie ? . Nie  odnosi  się  to  do   opisywanych  przypadków ,  ale  powiedzonko  jest  ok.  Dedykuję  je  tym  wszystkim,  którzy  nic  z  siebie  nie  dając ,  żądają  wszystkiego  od  innych.  Bezpardonowo  krytykują  i  tylko  siebie    uznają  za  jedyne  autorytety.  O ile pamiętam w psychologii zarządzania taka postawa określana jest jako skłonność do przekory.Zbliża  się  Nowy  Rok,  jest  więc  dobra  pora  na   osobiste  i  głębokie  retrospekcje. I  tym  reżimowym  akcentem  kończę  te  „  opowieści  dziwnej  treści „ .  Pozdrawiam  i  życzę  samych  dobrych  dni  w  nowym  roku.

   Trynosy, 28 grudnia 2009 r                                                     Staszek   Olbryś