Tempus fugit - jeszcze
niedawno rozmawialiśmy o
lecie i młodych
kurczętach a tu już
szybkimi krokami zbliża
się koniec roku,
czyli czas na
podsumowania i oczekiwanie
na nowe lęgi.
Zacznę więc od
krótkiego resume. Generalnie
rok był dla
mnie bardzo zmienny.
Pierwsze , bardzo dobre
lęgi a
potem seria niepowodzeń
związanych z awariami
inkubatora I bardzo niską
sprawnością lęgową. Rozmawiałem
z wieloma hodowcami
i większość z
nich mówi to
samo - kiepski
rok. W szczególności
dotyczy to araukanów. Straciłem wiele tych pięknych
kurek , po pierwsze
„ dzięki „
własnej głupocie i
po drugie przez
nieproszonych gości. Sukcesem
w tej rasie
były dobre oceny
na wystawach i
udany eksperyment z
araukaną czubatą .
Mam kilka ślicznych
brodato wąsatych z
czubkiem. Pracujemy nad
bursztynowymi i brzozowymi. Na razie
nieliczne egzemplarze, ale
dopiero następny rok
pokaże słuszność naszych
założeń. Myślę też o żółtych
choć bez
zbytniego optymizmu. Zrezygnowałem
z hodowli minohiki
/ przekazałem stadko koledze
z Klubu / na
rzecz innej rasy.
Jest nią Cubalaya
. Obserwuję obecnie
zachowanie tych kurek
i jak do
tej pory jestem
bardzo zadowolony. Zobaczymy
jak przeżyją zimę
i po tym
podejmę decyzję o
dalszej hodowli. W
każdym razie
wstępna ocena jest
bardzo pozytywna. Brałem
udział w pokazach
w Powsinie i Szepietowie oraz
wystawach w Nitrze
a także tradycyjnie
Białymstoku. Wyniki są
zadowalające. Cieszą szczególnie
wysokie oceny mojej
nowej rasy Tomaru.
Mam dwie różne
linie hodowlane więc
nie powinno być
problemu z rozmnażaniem. Bardzo
ciekawe i kochane
kurki. Dobrze zniosły
zimę i w nowym roku
będzie ich w
Polsce więcej. Zachowują się
trochę podobnie jak
Jitokko , są bardzo
przyjazne i samodzielne,
choć nieco bardziej
wojownicze. Świetnie też
przeżyły Denizli, Totenko,
Sułtany, Jedwabiste i
Maransy. Szczególnie te
ostatnie cieszyły się
uznaniem znajomych i to nie
tylko ze względu
na wyjątkowe czekoladowo – czerwone jajeczka.
Szczególnie koguty prezentują
się okazale i różnokolorowo. Udało
mi się wyhodować
liczną gromadkę na
czele z pięknymi
niebieskimi egzemplarzami. Araukany
, mimo kłopotów,
zawsze były moimi
numer jeden. Lubię
je bo są
samodzielne, odporne na choroby i
jeśli tak można
powiedzieć , najbardziej
inteligentne wśród kurzego
rodzaju. Wspominałem już o nowych odmianach
barwnych. Mieliśmy z
Krzysiem Kubiakiem ambitne plany,
ale idzie to
wolno i tak
naprawdę zastanawiamy się
co dalej… Satysfakcjonują araukany
- czubatki , ale plany
mieliśmy dużo ambitniejsze.
I jeszcze jedno
. Odwiedzający nas
goście niezmiennie pytają;
z jakimi kurami
je krzyżujecie ? .
A prawda jest
taka. Krzysiowi po
wielu latach hodowli
araukan, pojawił się
kogucik z czubem.
Mnie zaś „ przytrafiła „ się nietypowa czubata
kurka. Od nich
zaczęła się nasza
przygoda z czubatymi
araukanami. Niepowodzeniem zakończyło
się moje spotkanie
z Siwym Kurem
/ Gallus Soneratti ?. Najpierw
straciłem kogutka a
potem kurkę. Została mi
jedna kurka, ale
dałem sobie spokój
z uzupełnianiem pary.
Cały czas pracuję
nad ograniczaniem hodowanych
ras. Póki co
Sułtany, Totenko i
Denizli nie rozmnażam.
Trzymam po kilka
egzemplarzy , bo po prostu
nie mogę się
z nimi rozstać.
Mówiąc o wystawach, zamieszczę kilka
zdań o Podlaskiej. Jak
co roku nasze
Stowarzyszenie brało w
niej czynny udział. Mogę
się pochwalić championami
w pięciu rasach
ale też nowymi
znajomościami, które tam
zawarłem. Świetna organizacja
i atmosfera dopełniły
reszty. Tam chce się
być, niekoniecznie na
osiągane wyniki. I na koniec
miła dla mnie
informacja. W dniu
dzisiejszym / Wigilia Bożego
Narodzenia / przyszły na świat
pisklaki w ilości
35 szt. Są
to w większości
Jedwabiste i Maransy. Na
początku stycznia będą
kluć się Araukany
i Tomaru . Koniec
lutego to u
mnie koniec lęgów. Kurczaków
będzie więc o
wiele mniej niż
w roku ubiegłym.
Nie planuję też
nowych zakupów, no
może jakieś białe
czy niebieskie Cubalaya.
Moja ukochana małżonka
„padła ofiarą i
przywykła” do wyjazdów
na spotkania i kurze wystawy .
Cieszę się z
tego bardzo bo
uważam , że przyjaźń
i rodzinna atmosfera
wśród hobbystów kurzej
społeczności to coś
więcej niż sama
hodowla. Dopiero na tej bazie
można ją, moim
zdaniem, skutecznie
rozwijać . Każde nasze
spotkanie / oczywiście z
małżonkami/ łączymy
z programem turystycznym
i kulturalnym. Ostatnio
np. przy okazji wystawy
zwiedzaliśmy z
przewodnikiem Białystok i
Supraśl. Wszystkim polecam
odwiedzenie
tego uroczego
podlaskiego miasteczka a
w szczególności jedynego
w Polsce Muzeum
Ikon. Podobało się to
mojej
„ koleżance żonie „
do tego stopnia,
że namówiła mnie
do spędzenia tam Sylwestra. Zdaję
sobie sprawę, że nie zachowuję
się jak rasowy
hodowca, bo
nie mam ambitnych
planów „ zbawiania świata.
Wiem też ,
iż nie popiera
takich postaw mój
społeczny Szef Stowarzyszenia ,
ale cóż - jestem
taki i tyle. Nie
wszystkim przecież taka
postawa musi się
podobać. Nie
wspominam już o
swoich latach i
różnego rodzaju przypadłościach chorobowych, które
to nie
pozwalają na realizację
bardzo ambitnych i
dużych projektów . Ale jest
to odrębny i
bardzo osobisty temat.
Moim przyjaciołom hodowcom /
tym profesjonalnym i
hobbystom/ oraz
sympatykom naszego „
kurzego zamieszania „ przekazuję
serdecznie pozdrowienia oraz
życzę dobrego zdrowia
, wielu pomyślności
i sukcesów hodowlanych
w Nowym Roku.