Strona główna
O mnie
Przegląd ras
Opowieści dziwnej treści
Kurze pogawędki
Jakie jaja?
NOWA GALERIA
Stara galeria
Nasz Ogród
PODSUMOWANIE ROKU
ZAMÓWIENIA NA MŁODE
Księga gości
Kontakt
   
 



Otrzymuję  wiele  telefonów  pozytywnie  oceniających  „ gawędziarski”  sposób  prezentowania  ras  kurek,  które  hoduję  z  zachętą   aby okresowo   uzupełniać  te  informacje.  Nie  wiem  czy  podołam  temu  zadaniu ,  ale przecież  zawsze  można  spróbować.  Zaczynam  tym  razem  bardzo  poważnie  od  araukany , ponieważ  o  tych  kurkach  wiemy   niewiele,  a  cieszą  się  one   niezwykłą  wręcz   popularnością.



      Po  przyjeździe  z  Powsina,  gdzie  pokazywaliśmy  nasze  kurki , ucięliśmy z żoną dłuższą pogawędkę na temat przyjaźni, zaufania, pomocy w potrzebie i generalnie rzecz biorąc zachowań ludzi wobec siebie. Czy rzeczywiście stare rzymskie przysłowie „człowiek człowiekowi jest wilkiem” ma zastosowanie do wszystkich sytuacji w płaszczyźnie stosunków międzyludzkich. Chyba tak do końca nie jest. Są przecież sposoby na to aby ludzi łączyć, pokazywać pozytywne przykłady wspólnego działania, uczyć pokory i miłości. Jednym z takich pozytywnych i bardzo korzystnych zjawisk jest według mnie zrzeszanie się w klubach czy stowarzyszeniach hobbystycznych czy nawet dyskusje na tematycznych forach internetowych. Pamiętam moje pierwsze kroki w hodowli i spotkania a potem wielka przyjaźń z Krzysiem Hoffmanem z Ostrowii Mazowieckiej czy potem z Krzysiem Kubiakiem z Łodzi. Potem działalność w Stowarzyszeniu Hodowców Drobiu Rasowego – Czubatka Polska i kolejne znajomości z Zerami, Wandzią Rakoczy, Tosiem Popko, Staszkiem Roszkowskim, Markiem Łabajem, Gąsiorowskimi, Klimczakami, Wysockimi, Jęczmionkami, Tomaczkami i wielu, wielu innymi znakomitymi osobami. Także poznałem wielu hodowców spoza Stowarzyszenia, których nie tylko cenię za fachowość i piękne kurki ale też za to, że są wspaniałymi ludźmi  i  przy  tym ,  moimi przyjaciółmi. Wymienię jedynie przykładowo Ozgów z Kończyc Wielkich, Obruśników spod Kędzierzyna,  Kłosów z Zebrzydowic, czy Lewandowskich z Włocławka.

Powsin 2009 Z ogromną radością i przyjemnością oczekujemy na wspólne spotkania (choć niestety za rzadko), pomagamy sobie w różnych sprawach i przegadujemy wiele godzin najczęściej kończąc rozmowy zdaniem ….”no to kończmy bo przegadaliśmy już kurkę”…. Ostatnio takie większe  spotkanie odbyliśmy właśnie   w Powsinie,  przy okazji Pokazu kur w Ogrodzie Botanicznym. Było fajnie i bardzo rodzinnie. Następne za miesiąc u Bożenki i Staszka Zerów – oczywiście z rodzinami a potem w większych lub mniejszych gremiach w różnych częściach kraju, wyjazdy  do  Monoru,   Nitry itp. Piszę o tym ponieważ uważam, że w tym „kiepskim świecie” przyjaźń to  zjawisko  wyjątkowo  pożądane  i  piękne.  Staramy się więc aby zdobyć go jak najwięcej. Dla dobra nas samych i naszych najbliższych . A tak na koniec  pewna  refleksja. Mówienie jedynie o hodowli jest według mnie zabiegiem wielce ułomnym. Ważny jest również element integrujący nasze środowisko   jako niezbędny    czynnik    wspomagający  wysiłki  hodowlane.  Przykładem są  nasze  spotkania rodzinne np. w Fijałkowie w ubiegłym roku. Kiedy my dyskutowaliśmy o naszych klubowych sprawach nasze żony realizowały oddzielny, bardzo atrakcyjny program. Wspólna była jedynie  wieczorna biesiada  i tańce przy regionalnej muzyce.  Czuliśmy  się  jak  na  rodzinnym  spotkaniu.  Z  przyjaciółmi   przecież  zawsze  współpracuje się  łatwiej i przyjemniej.Nieprawdaż…



Wiemy o  nich  tyle,  że  wywodzą  się  od  chilijskich  Indian  ,  znoszą  niebiesko-zielone  jaja  i  występują   w  większości  w  formie  bezogonowej.  Zagłębiając  się  jednak  w  historię  pochodzenia  tych  kurek  sprawa  nie  jest  taka  zupełnie  prosta.  Badaniami  na  temat  pochodzenia  tych  kur  zajmował  się  Dr  Ruben  Bustos , hodowca  drobiu  ozdobnego ,  cieszący  się  w  Chile   ogromnym  autorytetem   .  Odbył  wiele  wypraw  w  głąb  niedostępnej  dżungli  Araukania,  gdzie  zetknął  się  pierwszy  raz  z  tymi  kurami  u  miejscowych  Indian. Tak  to  opisał:  „Miało to  miejsce  około  1880 roku , kiedy  jako  młody  człowiek  pełniłem  służbę  w  chilijskiej  armii.  Podczas  jednej  z  misji  wojskowej  obozowałem  w  niedostępnej  części  dżungli  Araukanii.  Będąc   w  małej  indiańskiej  wiosce  , nieopodal  obozu  spostrzegłem  wśród  biegających  dookoła  chat ptaki  o  osobliwym  wyglądzie. Szczególnie  moją  uwagę  zwrócił  brak  ogonów.  Ogromna  ciekawość  i   zainteresowanie  tymi  dziwnymi  ptakami   pchnęły  mnie  do  rozmowy  na ich  temat  z  wodzem   Indian  o  imieniu  Quinenao.  Wódz  bardzo  chętnie  udzielił  mi  informacji .  Odpowiedział ,  że  brak  ogona  jest  bardzo  pożyteczną  cechą  w  dżungli, pełnej  niebezpieczeństw  ze  strony  drapieżników.  Drapieżnik  goniąc  potencjalną  ofiarę  nie  ma  za  co  jej  złapać  i  takie  ptaki  bardzo  szybko  mu  uciekają.  Jest  to  cecha  przystosowania   się  do  życia  w  dżungli .  Tak  po  prostu  musi  być  i  już -  skomentował  .  Na  dowód  swoich  stwierdzeń   wskazał  na  stado  ,  gdzie  na  pierwszy  rzut  oka  dało  się  zauważyć przeważającą  liczbę  takich  osobników   nad  pozostałymi.   Po  kilku  negocjacjach  z  Indianami   otrzymałem  kilka  sztuk  ptaków i  zabrałem  je  ze  sobą  do  domu „.     Dr  Bustos  w  barwny  sposób  opisuje  swoje  kolejne  wyprawy   i  wszędzie  znajduje  te  dziwne  kurki   zarówno  bez  ogona  jak  i  ogoniaste.  Zachwyca  Go   piękne  pianie  kogutów ,  przypominające   ludzki  śmiech  oraz ozdoby  głów  utworzone   z  piór  w  kształcie   kolczyków,  swobodnie  zwisające  wzdłuż   szyi.   Indianie   nazywali  te  „wąsate”  kury Quetros.  Nazwa  pochodzi   od  słowa  w  języku  Indian  Mapuche,  które  oznacza  jąkanie  i  odnosi  się  do  specyficznego  piania  kogutów.  No  tak  ,  ale  czy  na pewno   są  to  kury,  wywodzące  się  chilijskiej  dżungli ?.  Zdania  są  podzielone  i nie  jestem  w  stanie  w  tej,  z  konieczności  skróconej  wersji,  dokładnie  je  opisać.  Profesor  Prado ,  z  katolickiego  Uniwersytetu  w  Santiago,  twierdzi,  że  Indianie  nie  mieli  kur  do  momentu   przywiezienia  ich  do  Ameryki  Południowej  z  Europy.  Prawdziwa   Araukana  powstała   dopiero  wtedy  , gdy   kury  przywiezione  w  roku   1600 przez  Holendrów   zaczęły  się  krzyżować  z  rasami  Hiszpańskimi.  Indianie  Mapuche  ,  także  handlowali  z   Hiszpanami   i  w  wyniku  tego  pojawiły  się u  nich  prawdziwe  kury  wcześniej na  tym  terenie   nie  obecne.  Być  może   taki  sposób  krzyżowania  spowodował  utratę  barwnika  brązowego  w  jajkach   zastępując  go  zielonym.  Inni  np.  Profesor  Castello  z  Hiszpanii oraz  Dr  Bustos  są  zdania  ,  iż  Kury  te  pochodzą  od  dzikiego  praprzodka  żyjącego w   południowo-amerykańskiej  dżungli.  Innego   niż  powszechnie  znany  Kur  Bankiwa. Choćby  dlatego,  że  potomkowie   Bankiwa  niosą  jaja  w  białej  lub  brązowej  skorupce. Stąd  wniosek ,  że  Indianie  mogli   mieć  kury  te  już  na  długo  przed  przybyciem  pierwszego  hiszpańskiego  statku.  To  telegraficzny  skrót   szerszych  rozważań  na  ten  temat  z  książki  o  tej  rasie,  przywiezionej  z  Peru  przez  pana  Stanisława   Roszkowskiego  i   aktualnie  tłumaczonej  przez  Krzysia  Kubiaka.






Spotykają  się  dwie  kury – przyjaciółki.   Jedna  z  nich  pyta :  moja  droga, chodzisz  z  tym  kogutem  Maransa  na  poważnie ?.
Ta  odpowiada : nie  żartuj,   tylko  tak  dla  jaj…

 





Wiadomo  wszakże,   iż  Maransy  słyną  z  pięknych  kolorowych  jaj.  Ale  przejdźmy  do  rzeczy.   Zbliżają  się  Wielkanocne  Święta i  tradycyjnie,  w  znakomitej  większości  polskich  rodzin ,  trwają  przygotowania  -  także  do  kolorowania  jajek.  Ja  tego  czynić  nie  muszę bo   hoduję  kurki,  które  znoszą   „ naturalne  kolorowe  pisanki „.  Pamiętam  jak  pierwszy  raz  zanosiłem  koszyczek  ze  święconką  /  w nim  trzy  kolorowe  jajeczka/,  ludzie  pytali  jakich  to  farbek  używałem  aby  je  pokolorować. Kiedy  wyjaśniałem,  że  to  naturalne,  nikt  nie  chciał  uwierzyć. Dopiero  po  wizytach  w  moim  „ gospodarstwie „    ludzie  przestali  się  dziwić  i  co  mnie  cieszy,  zainteresowali   się  też  hodowlą  tych  kurek.  Pięknie  to  relacjonuje   Pan  Marek  Łabaj   /  Wiceprezes  Stowarzyszenia  Hodowców  Drobiu  Rasowego  -  Czubatka  Polska  /   w  artykule  zatytułowanym   „ Kolorowe  jajka  -  genetyczne  pisanki „. Pisze  np.:  „ Zwykle  po  degustacji  jaj  z  dumą  oprowadzam  gości  po  mojej  skromnej  hodowli  kur  i  wyjaśniam  : -  O,  tu  biegnie  kura  rasy  marans  znosząca  czekoladowe  jajka,  a  tam  figluje  z  kogutem  araukana ,  zdobiąca      stół  wielkanocny  niebieskimi  jajkami,  a  nieco  dalej  pod  jałowcem  grzebie  piękna  kuropatwiana  zielononóżka ,  której  jajka mają  kremową  barwę „. Swoją  drogą  potwierdzam  spostrzeżenie  Marka   dotyczące  skłonności  kogutów  araukana  do  figlów,  które  wg  mojej  obserwacji  ustępują  jedynie  kogutom  denizli. 
   W  przeszłości  kolor  jaj   miał  swoje  znaczenie,  i tak: -  jaja  barwione  na  zielono 
dawano  chłopcom , którzy  jeszcze  się  uczyli,  bądź  praktykowali  w  różnych  zakładach  rzemieślniczych,
 -  czarnymi  obdarowywano  takie  szanowane  osoby ,  jak  sołtys,  nauczyciel  czy  ksiądz,
 -  jaja  brązowe  otrzymywali  narzeczeni  i  młodzi  małżonkowie,
 -  fioletowe  wtykano  starym  kawalerom,  zgodnie  z  przysłowiem :  Kto  fioletowi  pszaje  
    kawalerem  zostaje,
 -  jaja  pomalowane  na  żółto  dawała  dziewczyna  chłopcu,  którego  nie  chciała.

    Idąc  za śladem myśli  Marka  Łabaja ,  kolorowymi  jajkami  można  było  załatwić  wiele  drażliwych  spraw  nie  używając  słów. Dopiero  później  na  kolorowych  jajkach  zaczęto  skrobać  i  pisać  ornamenty.  Tak  powstały   piękne  kraszanki  i  pisanki.

 Podstawowymi  barwami  skorupek  jaj  kurzych  są:  białe,  brunatne  i  niebieskie.  Oczywiście  występuje  też  cała  paleta  barw  pośrednich. 























Jaja  barwy  białej,  kremowej.  
   Z  moich  kurek  jaja  tej  barwy  znoszą  sułtany ,denizli   i  jedwabiste.

jaja  barwy  niebiesko-zielonej
  To  araukany. Piękny   odcień  oliwkowy  daje  krzyżówka   maransa  z  araukaną.

Jaja  barwy  brunatnej,  ściślej  mówiąc  czekoladowo-czerwonej  .
   To  domena  maransów . Kury  jak  kury , ale  jaja  przepiękne. 

    Przedstawiłem  jedynie  telegraficzny  skrót   naukowego  artykułu   M. Łabaja.  Skrót  dotyczy  treści adresowanej  dla  ludzi  nie  interesujących  się  genetyką  a  jedynie  pokazujący,  że  są  rasy  kur  znoszące   śliczne   kolorowe  „pisanki”.  Osoby  zainteresowane  podłożem  genetycznym  tego  zjawiska  odsyłam  do  autora. Od  siebie  dodam  jeszcze,  że  wielką  przyjemność   sprawia   mi  hodowla  kurek,  które  czymś  zaskakują,  A  to  kolorowym  długim  ogonem,  a  to  prześlicznym  długim  śpiewem, wyjątkowym   eksterierem  czy  wreszcie  kolorowymi, rzadko  spotykanymi  jajeczkami.