Otrzymuję wiele
telefonów pozytywnie oceniających
„ gawędziarski” sposób prezentowania
ras kurek, które
hoduję z zachętą
aby okresowo uzupełniać
te informacje. Nie
wiem czy podołam
temu zadaniu , ale przecież
zawsze można spróbować.
Zaczynam tym razem
bardzo poważnie od araukany
, ponieważ o tych
kurkach wiemy niewiele,
a cieszą się
one niezwykłą wręcz
popularnością.
Po przyjeździe
z Powsina, gdzie
pokazywaliśmy nasze kurki , ucięliśmy z żoną dłuższą pogawędkę na
temat przyjaźni, zaufania, pomocy w potrzebie i generalnie rzecz biorąc
zachowań ludzi wobec siebie.
Czy rzeczywiście stare
rzymskie przysłowie „człowiek człowiekowi jest wilkiem” ma zastosowanie do
wszystkich sytuacji w płaszczyźnie stosunków międzyludzkich. Chyba tak do końca
nie jest. Są przecież sposoby na to aby ludzi łączyć, pokazywać pozytywne przykłady
wspólnego działania, uczyć pokory i miłości. Jednym z takich pozytywnych i
bardzo korzystnych zjawisk jest według mnie zrzeszanie się w klubach czy
stowarzyszeniach hobbystycznych czy nawet dyskusje na tematycznych forach
internetowych. Pamiętam moje pierwsze kroki w hodowli i spotkania a potem wielka
przyjaźń z Krzysiem Hoffmanem z Ostrowii Mazowieckiej czy potem z Krzysiem
Kubiakiem z Łodzi. Potem działalność w Stowarzyszeniu Hodowców Drobiu Rasowego
– Czubatka Polska i kolejne znajomości z Zerami, Wandzią Rakoczy, Tosiem Popko,
Staszkiem Roszkowskim, Markiem Łabajem, Gąsiorowskimi, Klimczakami, Wysockimi,
Jęczmionkami, Tomaczkami i wielu, wielu innymi znakomitymi osobami. Także
poznałem wielu hodowców spoza Stowarzyszenia, których nie tylko cenię za fachowość
i piękne kurki ale też za to, że są wspaniałymi ludźmi i
przy tym , moimi przyjaciółmi. Wymienię jedynie
przykładowo Ozgów z Kończyc Wielkich, Obruśników spod Kędzierzyna, Kłosów z Zebrzydowic, czy Lewandowskich z
Włocławka.
Z ogromną radością i przyjemnością oczekujemy na wspólne spotkania
(choć niestety za rzadko), pomagamy sobie w różnych sprawach i przegadujemy
wiele godzin najczęściej kończąc rozmowy zdaniem ….”no to kończmy bo
przegadaliśmy już kurkę”…. Ostatnio takie większe spotkanie odbyliśmy właśnie w Powsinie,
przy okazji Pokazu kur w Ogrodzie
Botanicznym. Było fajnie i bardzo rodzinnie. Następne za miesiąc u Bożenki i
Staszka Zerów – oczywiście z rodzinami a potem w większych lub mniejszych
gremiach w różnych częściach kraju, wyjazdy
do Monoru, Nitry itp. Piszę o tym ponieważ uważam, że w
tym „kiepskim świecie” przyjaźń to
zjawisko wyjątkowo pożądane
i piękne. Staramy się więc aby zdobyć go jak najwięcej.
Dla dobra nas samych i naszych najbliższych . A tak na koniec pewna
refleksja. Mówienie jedynie o hodowli jest według mnie zabiegiem wielce
ułomnym. Ważny jest również element integrujący nasze środowisko jako niezbędny czynnik
wspomagający wysiłki
hodowlane. Przykładem są nasze spotkania
rodzinne np. w Fijałkowie w ubiegłym roku. Kiedy my dyskutowaliśmy o naszych
klubowych sprawach nasze żony realizowały oddzielny, bardzo atrakcyjny program.
Wspólna była jedynie wieczorna
biesiada i tańce przy regionalnej
muzyce. Czuliśmy się
jak na rodzinnym
spotkaniu. Z przyjaciółmi przecież
zawsze współpracuje się łatwiej i przyjemniej.Nieprawdaż…
Wiemy o nich tyle,
że wywodzą się
od chilijskich Indian
, znoszą niebiesko-zielone jaja
i występują w
większości w formie
bezogonowej. Zagłębiając się
jednak w historię
pochodzenia tych kurek
sprawa nie jest
taka zupełnie prosta.
Badaniami na temat
pochodzenia tych kur zajmował się Dr Ruben
Bustos , hodowca drobiu ozdobnego , cieszący
się w Chile ogromnym
autorytetem . Odbył
wiele wypraw w
głąb niedostępnej dżungli
Araukania, gdzie zetknął
się pierwszy raz
z tymi kurami
u miejscowych Indian. Tak
to opisał: „Miało to
miejsce około 1880 roku , kiedy jako
młody człowiek pełniłem
służbę w chilijskiej
armii. Podczas jednej
z misji wojskowej
obozowałem w niedostępnej
części dżungli Araukanii.
Będąc w
małej indiańskiej wiosce
, nieopodal obozu spostrzegłem
wśród biegających dookoła
chat ptaki o osobliwym
wyglądzie. Szczególnie moją uwagę
zwrócił brak ogonów.
Ogromna ciekawość i zainteresowanie tymi
dziwnymi ptakami pchnęły
mnie do rozmowy
na ich temat z
wodzem Indian o
imieniu Quinenao. Wódz
bardzo chętnie udzielił
mi informacji . Odpowiedział , że
brak ogona jest
bardzo pożyteczną cechą
w dżungli, pełnej niebezpieczeństw ze
strony drapieżników. Drapieżnik
goniąc potencjalną ofiarę
nie ma za
co jej złapać
i takie ptaki
bardzo szybko mu
uciekają. Jest to
cecha przystosowania się
do życia w
dżungli . Tak po
prostu musi być i już - skomentował . Na dowód
swoich stwierdzeń wskazał
na stado ,
gdzie na pierwszy
rzut oka dało
się zauważyć przeważającą liczbę
takich osobników nad
pozostałymi. Po kilku
negocjacjach z Indianami
otrzymałem kilka sztuk
ptaków i zabrałem je
ze sobą do
domu „. Dr
Bustos w barwny
sposób opisuje swoje
kolejne wyprawy i
wszędzie znajduje te
dziwne kurki zarówno
bez ogona jak
i ogoniaste. Zachwyca
Go piękne pianie
kogutów , przypominające ludzki
śmiech oraz ozdoby głów
utworzone z piór w kształcie
kolczyków, swobodnie zwisające
wzdłuż szyi. Indianie
nazywali te „wąsate”
kury Quetros. Nazwa pochodzi
od słowa w
języku Indian Mapuche,
które oznacza jąkanie
i odnosi się
do specyficznego piania
kogutów. No tak
, ale czy na
pewno są
to kury, wywodzące
się chilijskiej dżungli ?.
Zdania są podzielone
i nie jestem w
stanie w tej,
z konieczności skróconej
wersji, dokładnie je
opisać. Profesor Prado ,
z katolickiego Uniwersytetu
w Santiago, twierdzi,
że Indianie nie
mieli kur do
momentu przywiezienia ich do Ameryki
Południowej z Europy.
Prawdziwa Araukana powstała
dopiero wtedy , gdy
kury przywiezione w roku
1600 przez Holendrów
zaczęły się krzyżować
z rasami Hiszpańskimi.
Indianie Mapuche ,
także handlowali z Hiszpanami
i w wyniku
tego pojawiły się u
nich prawdziwe kury
wcześniej na tym terenie
nie obecne.
Być może taki
sposób krzyżowania spowodował
utratę barwnika brązowego
w jajkach zastępując
go zielonym. Inni np. Profesor
Castello z Hiszpanii oraz Dr
Bustos są zdania
, iż Kury
te pochodzą od
dzikiego praprzodka żyjącego w
południowo-amerykańskiej dżungli. Innego
niż powszechnie znany
Kur Bankiwa. Choćby dlatego,
że potomkowie Bankiwa
niosą jaja w
białej lub brązowej
skorupce. Stąd wniosek , że
Indianie mogli mieć
kury te już na
długo przed przybyciem
pierwszego hiszpańskiego statku. To
telegraficzny skrót szerszych
rozważań na ten
temat z książki
o tej rasie,
przywiezionej z Peru
przez pana Stanisława
Roszkowskiego i aktualnie tłumaczonej
przez Krzysia Kubiaka.
Spotykają się dwie
kury – przyjaciółki. Jedna z
nich pyta : moja
droga, chodzisz z tym
kogutem Maransa na
poważnie ?. Ta odpowiada :
nie żartuj, tylko
tak dla jaj…
Wiadomo
wszakże, iż Maransy
słyną z pięknych
kolorowych jaj. Ale
przejdźmy do rzeczy.
Zbliżają się Wielkanocne
Święta i tradycyjnie, w
znakomitej większości polskich
rodzin , trwają przygotowania - także do
kolorowania jajek. Ja
tego czynić nie
muszę bo hoduję kurki,
które znoszą „ naturalne
kolorowe pisanki „. Pamiętam
jak pierwszy raz
zanosiłem koszyczek ze
święconką / w nim
trzy kolorowe jajeczka/,
ludzie pytali jakich
to farbek używałem
aby je pokolorować. Kiedy wyjaśniałem,
że to naturalne,
nikt nie chciał
uwierzyć. Dopiero po wizytach
w moim „ gospodarstwie „ ludzie
przestali się dziwić
i co mnie
cieszy, zainteresowali się
też hodowlą tych
kurek. Pięknie to
relacjonuje Pan Marek
Łabaj / Wiceprezes
Stowarzyszenia Hodowców Drobiu
Rasowego - Czubatka
Polska / w
artykule zatytułowanym „ Kolorowe
jajka - genetyczne
pisanki „. Pisze np.: „ Zwykle
po degustacji jaj
z dumą oprowadzam
gości po mojej
skromnej hodowli kur
i wyjaśniam : -
O, tu biegnie
kura rasy marans
znosząca czekoladowe jajka,
a tam figluje
z kogutem araukana ,
zdobiąca stół wielkanocny
niebieskimi jajkami, a
nieco dalej pod
jałowcem grzebie piękna
kuropatwiana zielononóżka , której
jajka mają kremową barwę „. Swoją drogą
potwierdzam spostrzeżenie Marka
dotyczące skłonności kogutów
araukana do figlów,
które wg mojej
obserwacji ustępują jedynie
kogutom denizli.
W przeszłości kolor
jaj miał swoje
znaczenie, i tak:
- jaja barwione
na zielono dawano
chłopcom , którzy jeszcze się
uczyli, bądź praktykowali
w różnych zakładach rzemieślniczych, - czarnymi obdarowywano
takie szanowane osoby ,
jak sołtys, nauczyciel
czy ksiądz, - jaja brązowe
otrzymywali narzeczeni i
młodzi małżonkowie,
- fioletowe wtykano
starym kawalerom, zgodnie
z przysłowiem : Kto
fioletowi pszaje kawalerem zostaje, - jaja pomalowane
na żółto dawała
dziewczyna chłopcu, którego
nie chciała.
Idąc za śladem myśli Marka
Łabaja , kolorowymi jajkami
można było załatwić
wiele drażliwych spraw
nie używając słów. Dopiero później
na kolorowych jajkach
zaczęto skrobać i
pisać ornamenty. Tak
powstały piękne kraszanki
i pisanki.
Podstawowymi
barwami skorupek jaj
kurzych są: białe,
brunatne i niebieskie.
Oczywiście występuje też
cała paleta barw
pośrednich.
- Jaja barwy
białej, kremowej. Z
moich kurek jaja
tej barwy znoszą
sułtany ,denizli i jedwabiste.
- jaja barwy
niebiesko-zielonej . To araukany. Piękny odcień
oliwkowy daje krzyżówka
maransa z araukaną.
- Jaja barwy brunatnej, ściślej mówiąc
czekoladowo-czerwonej . To
domena maransów . Kury jak
kury , ale jaja przepiękne.
Przedstawiłem jedynie telegraficzny
skrót naukowego artykułu
M. Łabaja. Skrót dotyczy
treści adresowanej dla ludzi
nie interesujących się
genetyką a jedynie
pokazujący, że są
rasy kur znoszące śliczne
kolorowe „pisanki”. Osoby
zainteresowane podłożem genetycznym
tego zjawiska odsyłam
do autora. Od siebie
dodam jeszcze, że wielką przyjemność
sprawia mi
hodowla kurek, które czymś
zaskakują, A to
kolorowym długim ogonem,
a to prześlicznym
długim śpiewem, wyjątkowym eksterierem
czy wreszcie kolorowymi, rzadko spotykanymi jajeczkami.